Maski i prawda…

1170923_508134302597646_2085119457_n

Nieważne jak piękną maskę nosisz, zawsze będzie ona sztuczna i nieprawdziwa i nigdy nie zastąpi twojej prawdziwej twarzy…

Odkryj swoje piękno, które ukrywasz pod maską!

Weronika Wer

Dlaczego jestem tak przerażony na myśl, że miałbym się przed kimś otworzyć?

A kto nie jest? Otwieranie się napawa wielkim strachem. To naturalne, bo przecież oznacza to ukazywanie wszystkich głupot, które masz w swojej głowie, tego śmietnika, który gromadził się przez całe wieki, przez wiele kolejnych wcieleń. Otworzyć się to przecież pokazać wszystkie swoje słabości, ograniczenia, błędy. Oznacza także, że stajesz się bezbronny. Śmierć… Otworzyć się to pokazać swoją pustkę.

Za tym całym śmietnikiem umysłu i hałasem, jaki umysł wytwarza, znajduje się wymiar głębokiej pustki. Człowiek czuje się nieważny bez Boga, jest bez Niego pusty i nie ma wartości. Człowiek chce ukryć tę nagość, pustkę, ohydę. Zakrywa to pięknymi kwiatami, przyozdabia, jak tylko umie najlepiej. Usiłuje udawać, że jest kimś ważnym. Nie jest to wyłącznie twoja cecha; to dotyczy wszystkich. Nikt nie chce być jak otwarta księga. Powstrzymuje nas strach: „Co inni sobie pomyślą?"

Od dzieciństwa nauczono cię nosić maski, piękne maski. Nie musisz mieć pięknej twarzy, wystarczy piękna maska, a na dodatek – jest przecież niedroga. Zmienić swoją twarz – to wielki wysiłek. Przemalować twarz jest bardzo łatwo.

Kiedy nagle masz odsłonić swoją prawdziwą twarz, przeszywa cię głęboki dreszcz. Rozdygotany, myślisz gorączkowo: „Czy spodobam się innym? Czy ludzie nadal będą mnie akceptować, kochać, szanować?" Któż to może wiedzieć? Podobały im się twoje maski, odczuwali przed tobą respekt, zachwycali się tym, jak się ubierasz. A teraz pojawiły się obawy, czy zobaczywszy cię bez ubrania nadal będą cię kochać, szanować, doceniać, czy też wszyscy się od ciebie odwrócą. Mogą przecież odejść, możesz zostać sam.

Toteż ludzie wciąż udają. Powodem jest strach. Z niego rodzi się fałsz i udawanie.

Aby nie czuć lęku, trzeba być autentycznym.

Jedna z najważniejszych prawd życiowych mówi: cokolwiek ukrywasz, to się rozrasta; cokolwiek zaś wyciągasz na światło dzienne, jeśli jest złe, znika, wyparowuje w słońcu, a jeśli jest dobre – rozkwita. Ale kiedy coś ukrywasz, dzieje się odwrotnie. Dobre początki usychają, bo nie są odżywiane; potrzebują one przecież wiatru i deszczu, i słońca, kontaktu z naturą. Mogą rosnąć jedynie na glebie prawdy, bo ona dostarcza właściwych składników. Kiedy przestaniesz ich dostarczać – to, co było dobrym początkiem, staje się coraz słabsze. Ludzie głodzą swoją rzeczywistość, a przekarmiają złudzenia.

Twoje nieprawdziwe twarze karmią się kłamstwem. Musisz więc dostarczać go coraz więcej. Aby potwierdzić jedno kłamstwo, potrzebujesz stu innych, bo kłamstwo może być podtrzymane tylko przez jeszcze większe kłamstwo. Kiedy więc chowasz się za jakąś fasadą, twoja rzeczywistość zamiera, a nierzeczywistość potężnieje.

Jeśli się odsłonisz, nierzeczywistość zniknie; skazana jest na zniknięcie, bo nie jest w stanie funkcjonować otwarcie. Musi pozostawać w ciemności, w tajemnicy, w tunelach twojej podświadomości. Jeśli skonfrontujesz ją ze świadomością, zacznie znikać. (…)

Jeżeli będziesz otwarty… Na początku będzie to cię przerażać, ale wkrótce zaczniesz nabierać siły, ponieważ prawda ukazana w świetle dziennym wzmacnia się, natomiast nieprawda — ginie. I wraz z umacnianiem się prawdy poczujesz, że ukorzeniasz się, masz lepszą koncentrację. Zaczynasz stawać się jednostką; zanika osobowość, pojawia się indywidualność.

Osobowość jest fikcją, znaczenie ma indywidualność. Osobowość to fasada, twoją prawdą jest indywidualność. Osobowość jest narzucona z zewnątrz; to persona.*

* Łac. persona – rola, osobo, maska (przyp. tłum.)

Indywidualność to rzeczywistość – takim stworzył cię Bóg. Osobowość to społeczne wyrafinowanie, połysk. Indywidualność jest surowa, dzika, silna, ma wielką moc.

Strach będzie ci towarzyszył jedynie na początku. Dlatego pojawia się potrzeba mistrza, by na początku ktoś potrzymał cię za rękę, udzielił ci wsparcia, byś z jego pomocą wykonał kilka pierwszych kroków. Mistrz nie jest jedynie psychoanalitykiem, jest kimś znacznie więcej. Psychoanalityk to profesja, mistrz – nie. Pomaganie ludziom nie jest jego pracą, lecz powołaniem. Zawiera się w tym jego miłość, jego współodczuwanie. I ze względu na tę umiejętność współodczuwania prowadzi cię tylko tak długo, jak to jest tobie potrzebne. Kiedy czuje, że zaczynasz radzić sobie sam, powoli wysuwa swoją dłoń z twojej.

Choćbyś próbował się go kurczowo trzymać, on ci na to nie pozwoli.

Kiedy już jesteś gotowy, ośmielony, nie znający lęku, kiedy zasmakowałeś wolności, jaką daje prawda, otwartość – dalej możesz iść o własnych siłach, świecić swoim własnym światłem. Twój lęk jest zrozumiały, bo przecież od wczesnego dzieciństwa uczono cię obłudy; tak się z nią identyfikujesz, że odrzucenie tego całego fałszu wydaje się samobójstwem. Boisz się, ponieważ rozumiesz, że czeka cię kryzys tożsamości.

Przez pięćdziesiąt, sześćdziesiąt lat byłeś jakimś typem człowieka. Teraz, w końcowej fazie życia, rzucić wszystko i zaczynać od zera? To wydaje się straszne.

Zbliża się śmierć – czy to pora na takie zmiany? Kto wie, czy będziesz w stanie ich dokonać? Co, jeśli stracisz swoją osobowość, a zabraknie ci czasu, energii, odwagi, aby osiągnąć swoją indywidualność? Miałbyś umrzeć bez indywidualności? Miałbyś bez niej spędzić ostatnie lata życia? To byłoby jakieś szaleństwo! Serce schodzi do żołądka, kurczy się coraz bardziej. Człowiek myśli:

Poczekam jeszcze parę dni. Lepiej żyć po staremu, wygodnie, bezpiecznie". Doszedłeś do wprawy w takim myśleniu – nic dziwnego, zainwestowałeś w nie sześćdziesiąt lat życia. Zawsze jakoś sobie radziłeś, udało ci się stworzyć wizję tego, kim jesteś, a teraz mówią, żebyś ją porzucił, bo jest nieprawdziwa!

Oczywiście, że będziesz się bał. Nie potępiaj tego, nie czuj, że to coś złego. Lęk jest po prostu częścią wychowania, adaptacji do społeczeństwa. Musimy go zaakceptować, aby wznieść się ponad niego.

Otwieraj się powoli, powoli… – nie ma powodu dokonywać wyczynów, nad którymi nie będziesz w stanie zapanować. Poruszaj się spokojnie, krok za krokiem.

Wkrótce poznasz jednak smak prawdy i ze zdziwieniem stwierdzisz, że tych sześćdziesiąt lat było całkowitym marnotrawstwem. Twoja stara osobowość przepadnie, staniesz się jakby kimś nowym. Nie będzie to gotowa, nowa osoba, lecz sposób patrzenia, inna perspektywa. Kiedy wypowiesz słowo „ja", nie będzie się za nim nic kryło. Użyjesz go, bo będzie w danej chwili potrzebne. Nie będzie w nim poprzednich znaczeń, ciężkości, naleciałości egzystencjalnych. Znajdziesz w tym słowie przestrzeń, ocean, nieskończoność, boskość.

Nigdy już nie narzucisz sobie żadnej innej osobowości; stara zniknie, a ty po raz pierwszy poczujesz się, jakbyś był falą w boskim oceanie. To nie osobowość, bo ciebie nie ma w środku. Zniknąłeś, roztopiłeś się w Bogu.

Jeżeli podejmujesz ryzyko kłamstwa, możesz także podjąć się dotarcia do prawdy.

Ma to wielką wartość, zwłaszcza, że ryzykujesz tylko wtedy, gdy kłamiesz.

W przypadku prawdy niczym nie ryzykujesz – możesz tylko wygrać.

Osho, Odwaga. Radość niebezpiecznego życia (lub Radość z podejmowania ryzyka)

Zostaw odpowiedź

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress